Prawo własności intelektualnej
-
Pomocnictwo w ujęciu cywilistycznym a odpowiedzialność dostawców usług hostingowych – dwugłos w sprawie
W najnowszym numerze Przeglądu Prawa Handlowego, nr 7/2008, na stronie 26 i nast. ukazał się artykuł, który napisałem wspólnie z Piotrkiem Wasilewskim, pod tytułem Pomocnictwo w ujęciu cywilistycznym a odpowiedzialność dostawców usług hostingowych – dwugłos w sprawie.
Piszę o tym tutaj z kilku powodów i wbrew pozorom nie tylko dlatego żeby zachęcić do czytania naszej radosnej twórczości, co jest dość oczywiste. O tym zresztą za chwilę. Istnieją bowiem jeszcze co najmniej dwa powody, dla których wypada szerzej wspomnieć o tej publikacji.
Po pierwsze, chciałbym podziękować Tomkowi Rychlickiemu, za pomoc i konsultacje w zakresie prawa amerykańskiego. Pierwotnie na końcu publikacji miała się ukazać krótka notatka na ten temat. Niestety redakcja (Kolegium) PPH stwierdziła, że nie wiedzieć czemu, takich dopisków nie zamieszcza. No cóż, Tomek wie o tym, niemniej chciałem, żeby inni czytelnicy też wiedzieli, że takie podziękowania są. Acha, jeszcze jedno – to że Tomek udzielił swojej pomocy nie oznacza, że zgadza się z naszymi tezami, bo chyba tak do końca nie jest, o ile nie zmienił zdania;)
Druga sprawa to też niestety narzekanie na Przegląd Prawa Handlowego. Tym razem jeśli chodzi o tytuł. Ci Czytelnicy, którzy już dostali egzemplarz czasopisma w formie tradycyjnej, drukowanej pocztą, jak i Ci, którzy weszli sobie na stronę wydawnictwa pod wskazanym wyżej linkiem, zauważyli być może, że tytuł brzmi następująco: „Pełnomocnictwo w ujęciu cywilistycznym a odpowiedzialność dostawców usług hostingowych – dwugłos w sprawie”. Skąd się to wzięło redakcji trudno wyczuć, skoro niegdzie o pełnomocnictwie mowy nie ma, a do redakcji też nie wysłaliśmy nic takiego. Błąd jest dość spory, bo jest i na okładce i w spisie treści i w nagłówku i na stronach internetowych i nawet w języku angielskim(sic!). Nie wiem kto tam przyspał i z czego to wynikło, ale mam nadzieję, że chociaż w Internecie i w LEXie to poprawią szybko. W każdym razie proszę pamiętajcie: artykuł traktuje nie o żadnym pełnomocnictwie, tylko o pomocnictwie.
No i część trzecia, czyli zachęta. Myślę, że zamieszczenie wstępniaka będzie wystarczające by nakłonić do przeczytania naszych z Piotrem przemyśleń. Tak krytyka jak i pochwały mile widziane.
Piotr Wasilewski
Grzegorz Jarosław Pacek
PełnomocnictwoPomocnictwo w ujęciu cywilistycznym a odpowiedzialność dostawców usług hostingowych – dwugłos w sprawieCelem niniejszego artykułu jest próba odpowiedzi na pytanie, czy w związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego przepisów regulujących odpowiedzialność usługodawców w sieci internet instytucja pomocnictwa (lub szerzej art. 422 k.c.) może być brana w ogóle pod uwagę przy ocenie zachowania dostawców usług hostingowych, czy też nie. Problem nie był dotąd zauważany w piśmiennictwie, a odpowiedź na przedmiotowe pytanie nie jest wcale oczywista, tym bardziej więc zasadne wydaje się bliższe przedstawienie tego tematu.
I.
Na wstępie wypada zauważyć, że początkowo doktryna rozpatrywała możliwość zastosowania art. 422 k.c. wobec „pośredników” udostępniających niedozwolone treści na stronach www, ale czyniła to wyłącznie w kontekście tzw. hiperlinków[1]. Choć nie było to wyraźnie podnoszone, należy uznać, że ówczesne uwagi odnosiły się w pełnej rozciągłości do analogicznej odpowiedzialności dostawców usług hostingowych (Internet Service Providers – ISP[2]). Problem ten nigdy nie został jednak szerzej rozwinięty, a przede wszystkim nie skonfrontowano go z regulacjami wprowadzonymi najpierw w dyrektywie 2000/31/WE – tzw. dyrektywie o handlu elektronicznym[3], a później z przepisami art. 12-14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną[4].Prima facie takie zachowanie wydaje się całkiem naturalne i oczywiste. Bierze się to z dwóch podstawowych przyczyn.
Po pierwsze, art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną stanowi, że „nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności”. Tym samym, brak świadomości i wiedzy o bezprawnych danych zwalnia usługodawcę z odpowiedzialności. Taka konkluzja równoznaczna jest z wcześniej przyjętymi poglądami na tle art. 422 k.c., wedle których pomocnik mógł odpowiadać tylko za umyślne zachowanie, jeśli można mu było przypisać „świadomość, że treść strony, do której odsyła, narusza cudze prawa autorskie”[5]. Innymi słowy, milcząco można było przyjąć, że zarówno art. 422 k.c., jak i art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, regulują w sposób niemal identyczny jednakowe sytuacje związane z dostarczaniem usług hostingowych (czy zamieszczaniem linków) w sieci lub – ujmując rzecz inaczej – można było założyć, że spełnienie przesłanek zwalniających z odpowiedzialności, przewidzianych w art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, automatycznie zwalnia z odpowiedzialności za pomocnictwo.
Drugim argumentem, który przemawia za swoistym ignorowaniem istnienia art. 422 k.c., jest powszechne przyjęcie, że dyrektywa (a za nią ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną) wyłącza odpowiedzialność w sposób horyzontalny, a więc bez względu na to, z naruszeniem przepisów której ustawy mamy do czynienia[6], w tym niezależnie, czy jest to odpowiedzialność administracyjna, karna, czy cywilna[7]. Z tego powodu więc, przyjmuje się najpewniej, że jeśli spełnione są przesłanki z art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, to nie ma podstaw do badania, czy ISP nie będzie odpowiadał na podstawie art. 422 k.c.
Powyższe stanowisko także i nam wydawało się początkowo słuszne i uzasadnione. Jednak bliższe spojrzenie na tę problematykę i przeprowadzona przez nas analiza kazały nam zrewidować nasze poglądy i ostatecznie doprowadziły do mniej lub bardziej odmiennych (od dotychczasowych) stanowisk. Ponieważ każdy z nas prezentuje w tym zakresie inną argumentację, poniższe rozważania zostaną podzielone na dwa niezależne fragmenty, choć całość postaramy się zakończyć wspólnym podsumowaniem.
[1] Zob. J. Barta, R. Markiewicz, Odpowiedzialność za odesłania w Internecie w: Księga pamiątkowa ku czci Profesora Adama Szpunara, Zakamycze 2004, s. 611; G. Pacek, Problematyka stosowania tzw. głębokich połączeń w sieci www (deeplinking) w: Dokąd zmierza prawo autorskie we współczesnym świecie, Międzynarodowa Konferencja Prawa Autorskiego 20-22.04.2005 r., Kraków 2006, s. 110.
[2] Pewnym wyjątkiem, uwzględniającym istnienie art. 422 k.c. w perspektywie ewentualnej odpowiedzialności ISP, jest stanowisko J. Barty i R. Markiewicza w: Prawo mediów, pod red. J. Barty, R. Markiewicza, A. Matlak, przy haśle „Odpowiedzialność za naruszenie prawa w Internecie”, Warszawa 2002-2004, , wyd. elektroniczne).
[3]Dyrektywa 2000/31/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, w szczególności handlu elektronicznego w ramach rynku wewnętrznego z 8.06.2000 r. (Dz. Urz. L 178) – dalej zwana dyrektywą.
[4]Ustawa z 1.07.2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (DzU z 2002 r. nr 144, poz. 1204).
[5]Tak J. Barta, R. Markiewicz w: Komentarz. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Warszawa 2003, s. 559, podobnie też D. Kasprzycki w: Prawo internetu, pod red. P. Podreckiego, Warszawa 2004, s. 514. W tym miejscu trzeba wprowadzić dwie uwagi: po pierwsze, zrównanie umyślności ze świadomością istnienia naruszenia jest dość znacznym uproszczeniem, dokonanym tylko na potrzeby niniejszego wstępu; po drugie, w literaturze pojawiają się głosy, które wskazują na możliwość przyjęcia odpowiedzialności za nieumyślne pomocnictwo – por. zwłaszcza K. Włodarska, Naruszenie prawa do wizerunku w Internecie przez podmiot stosujący tzw. głębokie odesłania, ZNUJ PIPWI UJ nr 100, Kraków 2007.
[6]Zob. m.in. pkt 4.3. Raportu Komisji dotyczącego implementacji dyrektywy (Report from the Commission to the European Parliament, the Council and the European Economic and Social Committee – First Report on the application of Directive 2000/31/EC of the European Parliament and of the Council of 8 June 2000 on certain legal aspects of information society services, in particular electronic commerce, in the Internal Market – Directive on electronic commerce – COM/2003/0702 final), jak również dokładnie X. Konarski, Komentarz do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Warszawa 2004, s. 124.
[7]K. Kosmala, Dyrektywa o handlu elektronicznym i projekt jej implementacji, dostępne w serwisie prawo.vagla.pl.Komentarze są wyłączone
-
Domeny internetowe – do czego by się tu jeszcze doczepić
Odkąd zorientowano się, że sądy polubowne nie za bardzo mogą rozstrzygać spory z osobami fizycznymi, które – naruszając prawo lub nie – rejestrowały sobie różne adresy, na temat tego zagadnienia jakoś tak wszystko ucichło. Przynajmniej takie mam wrażenie, choć nie oznacza to, że nic się nie dzieje. Aż tu wczoraj czytam Rzepę i zobaczyłem upragnione słowo w tytule (domeny). Niestety już dalsza część tytułu wróżyła jakieś straszne rzeczy.
Publikacja nosiła bowiem tytuł: Biorą domeny na próbę, żeby oszukać internautów. No tak, od razu jest jasne ukierunkowanie czytelnika. Każdy internauta jest piratem, a do tego jeszcze jak zarejestruje jakąś domenę, to na pewno jest też oszustem. W dalszej części tekstu jest jeszcze gorzej, przynajmniej do jakiegoś momentu.
Generalnie opis podany w gazecie dotyczy możliwości rejestracji domen internetowych na próbę. Na pięć dni i za darmo. W sumie wydaje się, że super pomysł. Ale niekoniecznie. Jak podaje bowiem cytowany przez Rzeczpospolitą Pan Marcin Fijałkowski, rzecznik patentowy w kancelarii Baker & McKenzie, taka możliwość może być wykorzystana do niecnych (a jakże!) celów, jakich? – Chociażby do podszywania się pod konkurencję. Wiedząc, jakie błędy najczęściej popełniają internauci, można pod domeną podobną do nazwy znanej marki umieścić stronę WWW z ofertą innej firmy – mówi Fijałkowski. Jego zdaniem służyć to może wręcz do działalności przestępczej, np. do phishingu i pharmingu (patrz ramka). Pod wyselekcjonowanym w czasie testów adresem WWW przestępca może umieścić stronę internetową łudząco przypominającą np. witrynę banku, po to, aby w ten sposób wyciągnąć od klienta jego dane, takie jak login czy hasło. Oczywiście może to zrobić również bez testowania danej domeny, tyle że w ten sposób zwiększa swą skuteczność.
Na szczęście studzi te złowieszcze groźby inny cytowany prawnik – mec. Xawery Konarski z kancelarii Traple Konarski Podrecki, który uważa, że sama możliwość testowania domen nie jest- co do zasady – niczym złym. Porównałbym to do sondażowych badań, jak potencjalni klienci zareagują na nowy produkt. Ich wyniki można wykorzystać również w złych celach, ale przecież to nie znaczy, że mamy zakazywać ich prowadzenia – uważa adwokat.
Całe szczęście, że gazeta zacytowała też mec. Konarskiego, niemniej jednak jakieś takie niedobre wrażenie w całej sprawie pozostaje. No cóż, tak to jest, że lepiej straszyć i jakoś tak, przez przypadek, lepiej lansować wizję jednej ze stron. Ja tego nie lubię tak generalizować, bo w swojej praktyce często staje tak po jednej, jak i po drugiej stronie. Ale choćby w działalności publicystycznej dobrze jednak jakoś bardziej równoważyć te wypowiedzi i może częściej przedstawiać inne poglądy.
Ja sam w tym temacie, bardzo polecam artykuł Pana Karola Dobrzenieckiego, pt. Adresy internetowe a ochrona prawa konsumenta do informacji („Rzecznik Patentowy” nr 3-4 (50-51) z roku 2006, s. 106 i n.). Pan Karol pisze tam m.in. tak:
Według innego poglądu domeny pełnią rolę protokołu adresowego wskazującego przede wszystkim położenie informacji na określony temat, a już niekoniecznie informujące o podmiocie, który kryje się za adresem domenowym i dalej, co jest moim ulubionym fragmentem, z którym w pełni się zgadzam: [w] świecie materialnym funkcje identyfikującą określony podmiot (sprzedawcę, producenta) spełniają np. szyldy sklepowe czy metki na markowych ubraniach, funkcję adresową – tabliczki z nazwami miejscowości, ulicy lub numerem domu. O ile prawo chroni przed użyciem znaku towarowego przez osobę nieuprawnioną, to na ogół nie ingeruje ono w proces oznaczania lokalizacji. Nikogo nie spotka dolegliwość na podstawie prawa własności intelektualnej, jeżeli ogłosi, że np. określony sklep znajduje się „tuż za hipermarketem Geant w Toruniu”, mimo że nazwa Geant jest zastrzeżona. Rozumowanie można przenieść na grunt Internetu (…).
-
Czas trwania praw pokrewnych – 95lat!, autorskich – …?
To nie jest żadna pomyłka. Komisja europejska zaproponowała zmiany w zakresie czasu trwania ochrony praw pokrewnych. Obecnie jest to 50 lat, teraz Komisja chce, by było to aż lat 95.
Informacja pojawiła się na stronach Komisji. Tekst notatki jest krótki i dość prosty, więc myślę, że nie trzeba go tłumaczyć:
The Commission adopted a proposal to extend the term of protection for performers and sound recordings to 95 years. The aim of the proposal is to bring performers’ protection more in line with that already given to authors – 70 years after their death. The extended term will enable performers to earn money for a longer period of time and in any event throughout their lifetime. The income from copyright remuneration is important for performers, as they often do not have other regular salaried income. The extended term will also benefit record producers who will generate additional revenue from the sale of records in shops and on the internet. This should allow producers to adapt to the rapidly changing business environment and help them maintain their investment levels in new talent.Na wskazanej wyżej stronie można sobie poczytać jeszcze bardzo obszerne dokumenty, uzasadnienia, oceny wpływu regulacji itp. Jak komuś się nie chce, to może sobie rzucić okiem choć na najczęściej zadawane pytania odnoszące się do tej problematyki.
Ja dodam od siebie tylko w celach informacyjnych, że ewentualna zmiana będzie dotyczyła art. Dyrektywy 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych (Dz.U.UE L z dnia 27 grudnia 2006r.), a za nią i art. 89 naszej ustawy o prawie autorskim.
Zaś z własnej uszczypliwości dodam, że kiedyś, w konwencji rzymskiej (o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych, sporządzonej w Rzymie dnia 26 października 1961r.; Dz. U. z dnia 14 października 1997r.), czas tej ochony ustalono na 20 lat. I jeszcze nie mogę się oprzeć przed dopisaniem uwagi, że skoro czas ochrony praw pokrewnych trzeba wydłużyć o 45 lat, to za niedługo trzeba będzie też zmienić czas ochrony praw autorskich. Z 70, co najmniej na 115.
-
Cyfrowe media
To nie jest temat związany do końca ze sprawami, którymi się zajmuję, bądź które mnie w jakiś szczególny sposób zajmują. Niemniej jednak łączy się z pewnością z szeroko rozumianym prawem własności intelektualnej, więc i takie rzeczy trzeba (można) tutaj umieszczać, choćby sporadycznie. No a na pewno trzeba choć mniej więcej orientować się w temacie.
Publikacji dotyczących mediów cyfrowych, digitalizacji, konwergencji itp. jest już coraz więcej, acz pewnie wciąż nie tak wiele, jak by chcieli Ci, którzy się tym szczególnie interesują. Ja zwracam uwagę na jedną publikację z podstawowej przyczyny – jest darmowa. Wielokrotnie na tym blogu wskazywałem adresy różnych stron (także innych blogów), gdzie można znaleźć coś wartościowego bez wydawania (coraz niestety większych) pieniędzy. Tym razem natrafiłem na źródło w dość niespotykanym miejscu, acz na pewno cześć PT Czytelników miała okazję już to widzieć, bo wiem, że niektórzy zaglądający tu są także czytelnikami, a czasem i uczestnikami forów internetowych na różnorakich portalach. W tym konkretnym wypadku chodzi o serwis GoldenLine.
Otóż w jednym z wątków działu tematycznego Prawa mediów Pan Marcin Ożóg zamieścił odnośnik do swojego artykułu pt. Media cyfrowe w aktualnym stanie prawnym i w projektach legislacyjnych, które są (będą) fragmentem większej zbiorowej pracy pod red. T. Klimskiego i J. Niepsuja pn. Digitalizacja a rynek mediów w Polsce (Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2008, s. 58-134).
Nie będę tutaj przeprowadzał szczegółowej analizy, a tym bardziej recenzji tej pracy, zresztą dość często na moich łamach wspominam ww. Autora i darzę Go raczej dużym szacunkiem, lubię Go czytać, a w tym zwłaszcza temacie nie odważyłbym się krytykować, bo materia jest przeze mnie mimo wszystko nie w pełni ogarnięta.
Wspomnę tylko, że Autor omawia kilka aspektów odnoszących się do tematu, poczynając od przeglądu prac legislacyjnych i około (quasi) legislacyjnych, przez szczegółową analizę różnych pojęć stosowanych przez ustawodawcę, po wyjaśnienie wielu technicznych szczegółów – w sposób, jak myślę, dla laika w miarę przystępny.
Dla mnie szczególnie interesujące wydały się części odnoszące się do wyjaśnień zjawiska określonego mianem multipleksowania przekazów, a także do uwag – przewijających się w wielu miejscach i raczej krytycznych – dotyczących nieuregulowania kompetencji i współdziałania KRRiT z UKE, a wreszcie także wyjaśnienia (a może raczej: wytykanie błędów ustawodawcy) odnoszące się do strasznie poplątanego używania określeń: nadawania, rozpowszechniania, rozprowadzania.
A propos tego ostatniego wątku, przytoczę interesujący może (dla innych np. blogerów) fragment. Oto bowiem, omawiając problematykę nadawania przekazów, Autor wskazuje, że: „brak jest przeszkód, aby zakresem pojęcia >>nadawcy<< […] objąć ogół podmiotów kreujących przekazy i rozpowszechniający je przy wykorzystaniu urządzeń elektronicznych. Pojęcie nadawcy w znaczeniu ustawowym zaczęłoby tym samym ciąży ku jego utożsamieniu z pojęciem nadawcy funkcjonującym na gruncie nauki psychologii czy nauki o komunikacji – nadawcą byłaby tu każda osoba skłonna wziąć udział w publicznej debacie przy wykorzystaniu urządzeń elektronicznych, co w uproszczeniu równałoby się uznaniem za działalność regulowaną także aktywność podmiotów działających w Internecie, a wśród nich np. całą rzeszę właścicieli blogów”. Za chwilę jednak uspokaja, dodając: „Ustawodawca czyni jednak adresatem działań regulujących na gruncie ustawy o radiofonii i telewizji nie tyle nadawców w tym szerokim rozumieniu, co nadawców prowadzących po pierwsze działalność medialną o charakterze działalności >>radiowej<< i >> telewizyjnej<<, a po drugie biorących udział w społecznym obiegu informacji w sposób stały, rozpowszechniających nie tyle przekazy, co składający się ze z przekazów program, a więc ciąg dostępny dla widzów w dłuższych odcinkach czasowych. Wymogiem wtórnym […] jest zaangażowanie przez nadawcę w prowadzoną działalność znacznych środków finansowych […]” (z tego co pamiętam, kilka dni temu w Rzepie był jakiś dodatek o stronach internetowych i przywołane było tam bardzo podobne – co do tezy, nie wiem czy też co do argumentacji – stanowisko KKRIT, ale w tej chwili nie mogę tego znaleźć).
Ciekawych rzeczy jest jednak, oczywiście więcej, więc wszystkim polecam do czytania. -
Wykorzystywanie przez prasę utworów chronionych prawem autorskim na podstawie licencji ustawowych
Niektórzy z PT Czytelników mnie lepiej lub gorzej znają, inni może zaglądali np. na stronkę O mnie, a reszta dowie się teraz, że prócz innych różnych zajęć, jakie mnie absorbują, jestem też uczestnikiem studiów doktoranckich na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Piszę o tym tutaj z dwóch powodów. Po pierwsze, ostatnio była straszna posucha na blogu, ale spowodowane to było ogromnym jakimś nawałem pracy w kancelarii, poza tym otworzyłem działalność gospodarczą i pojawiały się w związku z tym pierwsze, ciekawe zlecenia, wreszcie trzeba było zdać trochę egzaminów na aplikacji, egzamin na studiach właśnie i na sam koniec, trzeba było przygotować (już!) konspekt pracy. I właśnie ten konspekt to drugi powód, dlaczego o tym wszystkim wspominam w niniejszym poście. Chcę po prostu zwrócić się po prośbie.
Praca nosi roboczy tytuł „Wykorzystywanie przez prasę utworów chronionych prawem autorskim na podstawie licencji ustawowych” i przygotowywana jest pod kierunkiem dr hab. Ewy Nowińskiej, prof. UJ, która konspekt zaakceptowała. Dzięki tej akceptacji nie mam oporów, żeby go zamieścić tutaj na blogu, co czynię nieco poniżej.
Konspekt nie jest zbyt długi, więc jeśli komuś będzie się go chciało przeczytać to miło, jak coś można ograniczyć się tylko do spisu treści, żeby wiedzieć, o jakim temacie jest mowa (mimo wszystko zastrzegam wyraźnie, że konspekt to wersja najprawdopodobniej daleka dość od ostatecznego kształtu pracy, ale mniej więcej wiadomo „w czym rzecz”; w najgorszym przypadku – gdyby nikomu nie chciało się czytać ani konspektu, ani nawet spisu treści – wyjaśniam: praca ma dotyczyć tego co kiedyś nazywano prawem przedruku, a dziś ma trochę szerszy zasięg, zasadniczo proszę sobie zajrzeć do art. 25 ustawy o prawie autorskim).
No i teraz prośba. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, cokolwiek ciekawego na temat, o którym mam zamiar pisać, to będę wdzięczny za jakąkolwiek informację. Może spotkał się ktoś w praktyce z jakimiś ciekawymi zagadnieniami, może ktoś jest w posiadaniu jakiegoś nieopublikowanego orzeczenia (choćby sądu rejonowego), może ktoś zna jakieś fajne źródła, także internetowe, może ktoś ma jakieś własne ciekawe przemyślenia na ten temat, itd. itp. Najważniejsze, że nie ma dla mnie znaczenia „waga” informacji. Innymi słowy, nie chciałbym aby ktoś się wahał i nie napisał do mnie, tylko dlatego, że będzie mu się wydawało, ze jego informacja jest banalna, albo że na pewno już ją posiadam. Naprawdę, będę się cieszył z każdej wiadomości, niezależnie od tego jak bardzo okaże się ona w ostateczności przydatną.
Jest jeszcze druga prośba, choć krąg jej adresatów jest jak podejrzewam mniejszy. Otóż, jeśli ktokolwiek z Was Drodzy Czytelnicy jest w trakcie pisania własnej pracy na ten sam lub podobny temat to proszę – porzućcie go;) albo dajcie jakoś znać, może lepiej się nie dublować.
Na wszelkie pytania odpowiem bardzo chętnie, czy to tu na blogu, czy w prywatnej korespondencji.
Rok 2008
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
Wydział Prawa i Administracji
Grzegorz Jarosław Pacek
KONSPEKT
pracy doktorskiej
pod tytułem
Wykorzystywanie przez prasę utworów chronionych prawem autorskim na podstawie licencji ustawowych
przygotowywanej pod kierunkiem
dr hab. Ewy Nowińskiej, prof. UJ
„Stwierdziwszy przeto wtedy już, ku memu zdziwieniu, że niema u nas prawdziwego zrozumienia dla tego doniosłego interesu socjalno-kulturalnego, jaki tkwi w prawie autorskiem, i że niema go nie tylko w sferach zainteresowanych, i zawsze tylko egoistycznie nastawionych związków autorów, czemu ostatecznie możnaby się nie dziwić, ale także i u osób osobiście niezainteresowanych, a zbałamuconych przez powyższe czynniki i interpretujących naszą ustawę bardzo często jedynie po linii interesów autorów, po linii jak najpełniejszych i najszerszych, już nie tylko ich uprawnień autorskich, ale nawet ich przesadnych uroszczeń i wprost nadużyć prawa autorskiego, nazywanych tak trafnie w jurysprudencji francuskiej „abus du droit” – doszedłem do wniosku, że tej całej tendencyjnej robocie należy się stanowczo przeciwstawić, a to w interesie należycie pojętej naszej kultury artystycznej i naszej kulturalno-oświatowej Racji Stanu”
Archaiczny język zacytowanego powyżej poglądu zdradza termin jego powstania. Wyjaśniając bliżej podam, że opinia ta pochodzi od Gustawa Groegera, adwokata, Radcy Ministerialnego, Sędziego Sądu Apelacyjnego i został opublikowany w jego „Objaśnieniach[i]” do ustawy o prawie autorskim z 1926r[ii]. Zamieszczenie jej w niniejszym konspekcie jest uzasadnione z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, przytoczony passus miał na celu obronę przed „nowymi atakami na usankcjonowane już w obecnej ustawie interesy (…) a zawarte w postanowieniach art. 13-19 o ograniczeniach uprawnień autorskich na rzecz potrzeb i interesów ogółu, na rzecz wymogów rozszerzania się kultury, oświaty, literatury i sztuki”, a więc przepisów, które – w pewnym zakresie – stanowią podstawę także mojej przyszłej pracy. Po drugie, jak widać już siedemdziesiąt lat temu istniał poważny konflikt na linii autor (uprawniony) – użytkownicy, co dać powinno dobry punkt wyjścia dla niektórych, co bardziej odważnych twierdzeń, jakie być może pojawią się w moich dociekaniach. Przeciwstawianie się pewnym dogmatom nie powinno być w takiej konfiguracji postrzegane jako naruszanie ustalonych prawideł, ale jako część procesu ścierania się poglądów obu stron, zainteresowanych takim bądź innym rozwojem prawa autorskiego.
Pozostawiając jednak na jakiś czas historię (do której nawiążę jeszcze w dalszej części), pragnę zaprezentować podstawowe założenia mojej pracy doktorskiej.
I. Przyczyna, cel, założenia.
Zagadnienia związane z dozwolonym użytkiem praw na dobrach materialnych są jednymi z ciekawszych na gruncie szeroko rozumianego prawa własności intelektualnej. W piśmiennictwie pojawiło się już wiele publikacji dotykających tego problemu, począwszy od prawa autorskiego[iii], przez ustawodawstwo związane z ochroną baz danych[iv], po prawo własności przemysłowej[v]. Pomimo jednak coraz szerszego zainteresowania tym tematem, pozostaje wciąż wiele istotnych, nierozwiązanych problemów i wątpliwości, dlatego też kolejne prace w tym zakresie zdają się być potrzebnymi.
Szczególnie ciekawa jest tutaj sytuacja odnosząca się do prawa przedruku i innych licencji ustawowych, przewidzianych dla prasy w polskiej ustawie o prawie autorskim. Otóż, zdawało by się, że to jedno z istotniejszych wyłączeń monopolu autorskiego, a nie doczekało się praktycznie żadnego współczesnego opracowania. Jedyną pozycją, do której odnoszą się nieliczni komentatorzy, jest praktycznie tylko praca Bogdana Michalskiego z 1972 roku[vi]. Bez wątpienia praca ta jest doskonałym materiałem do dalszych badań, przede wszystkim z uwagi na bardzo szerokie spektrum prawno-porównawcze i historyczne, któremu wspomniany autor poświęcił bardzo dużo miejsca.
Odniesienie do powyższej publikacji znajdzie się jeszcze w dalszych rozważaniach, w tym miejscu wypada jednak zauważyć, że opis problematyki przedruku dokonany przez B. Michalskiego został sporządzony ponad trzydzieści lat temu, dotyczy tylko fragmentu tematyki poruszanej przeze mnie (w zamierzeniu) w mojej pracy i wreszcie zawiera część spostrzeżeń, z którymi nie sposób się zgodzić. Dlatego też, istnienie tej pozycji nie jest przeszkodą dla podjęcia tematu, odnoszącego się do podobnego zagadnienia. Wręcz przeciwnie, zmiany normatywne, nowe technologie i inne aspekty obligują do tego.
Sama zaś tematyka, niezależnie od tego ile i jakiej jakości opracowań na jej temat powstało, stanowi bardzo ważne zagadnienie dla funkcjonowania w społeczeństwie informacyjnym. Skoro bowiem to informacja jest (czy też ma być) podstawowym produktem/dobrem, to istotne jest, na ile będzie ona faktycznie dostępna dla najbardziej zainteresowanych. A tymi zainteresowanymi są nie tylko „zwykli” odbiorcy (czytelnicy prasy, widzowie, etc.), ale zwłaszcza sami uczestnicy rynku mediów, w tym coraz częściej głównie uczestnicy wirtualnych (internetowych) przedsięwzięć.
Warto bowiem zauważyć, że coraz częściej i na coraz większą skalą toczą się procesy, w których pozwanymi są różnego rodzaju przedsiębiorcy medialni. Dziś bowiem muszą się oni liczyć nie tylko z groźbą zarzutów związanych z odmową publikacji sprostowania, czy odpowiedzi, z zarzutem niedochowania staranności dziennikarskiej i podania nieprawdziwych informacji, czy z zarzutami dotyczącymi naruszenia dóbr osobistych, ale także właśnie bardzo często z zarzutem naruszenia praw autorskich osób trzecich. Przy czym trzeba pamiętać, że roszczenia wynikające z ochrony praw autorskich mogą być szczególnie dotkliwe, gdyż pomijając nawet ogromne odszkodowania łączą się jeszcze np. z koniecznością zamieszczania – słono opłacanych – oświadczeń w prasie, czy telewizji. Stąd, nie wiadomo – zdziwienie, śmiech, czy przestrach – budzą twierdzenia, zgodnie z którymi „dziś większość medialnych organizacji, sporą część swoich reportaży oddaje wpierw do sprawdzenia prawnikom, przed dokonaniem ich właściwej publikacji”[vii].
Dlatego też bardzo istotne jest precyzyjne i dogłębne zbadanie problemu z punktu widzenia współczesnych uwarunkowań i współczesnych regulacji prawnych. Zamierzeniem mojej pracy jest dokonanie takiej właśnie analizy, która okaże się pomocna nie tylko dla prawników, ale także – po części – dla wydawców (nadawców, etc.), jak i uprawnionych z tytułu posiadania praw autorskich.
Można w tym miejscu dodać jeszcze, że założeniem jest przede wszystkim jak najszersza charakterystyka obecnie obowiązujących przepisów prawa polskiego. Dość szerokie jednak wprowadzenie oraz odniesienia do systemów państw obcych, pozwolą moim zdaniem na zachowanie aktualności większości rozważań także na wypadek zmiany przepisów przez ustawodawcę. W takim przynajmniej kierunku będą szły moje starania, by wykładnia przepisów była jednocześnie ścisła i aktualna, jak i mogła znaleźć zastosowanie do innych, zmienionych ewentualnie warunków.
II. Krótkie omówienie poszczególnych części pracy
1. Zarys historyczny. Ukazanie pierwszych prób wprowadzania wyłączeń w prawie autorskim przewidzianych dla działalności prasowej, pozwoli przede wszystkim dostrzec cel takich postanowień i jego stopniową zmianę w kolejnych okresach historycznych. To, w konsekwencji, umożliwi to ocenę, czy współczesne założenia celowościowe są (jeszcze) zgodne z tymi pierwotnymi, czy też nie i – zależnie od odpowiedzi – czy jest to dobra, czy zła tendencja.
Jak wspomniano, bardzo duży nakład pracy odnośnie samego faktograficznego udokumentowania i zobrazowania ustawodawstwa czasów minionych dokonał B. Michalski[viii]. Powtarzanie części tych badań byłoby niecelowe, dlatego też, w niezbędnym zakresie (aczkolwiek niewielkim), będą one wykorzystane także w moim opracowaniu.
W planowanej przeze mnie pracy znajdzie się jednak spora część, opisująca uwarunkowania historyczne, wykraczająca poza ścisłe prawo przedruku prasowego, a także bazująca na nowszych (wydanych po roku 1972) opracowaniach historyczno-prawnych, wreszcie, dużo więcej miejsca zostanie poświeconego dla zobrazowania prawa amerykańskiego, co w pracy B. Michalskiego nie było tak mocno akcentowane, a moim zdaniem, dla stawianych przeze mnie założeń, będzie dość istotne.
Dodatkowo, rozważania tej części pracy będą odnosiły się również do kształtowania się prawa w zakresach i/lub okresach, odnośnie których w roku 1972 napisać nie można było. Przede wszystkim dotyczy to prawa Unii Europejskiej, ale też i Rady Europy, czy innych bi- i multilateralnych umów powstałych od tamtego momentu.
2. Przedruk a ograniczenia praw autorskich. Druga część pracy, która także należy traktować jako rodzaj wprowadzenia (a więc nie będzie on nazbyt obszerny), będzie miał na celu umiejscowienie omawianych przepisów w aktach prawnych odnoszących się do ochrony praw autorskich, wyjaśnienie (próbę wyjaśnienia) takiego założenia i zasadnicze wpływy zastosowanego rozwiązania.
W tej części znajdą się zagadnienia związane z uzasadnieniem wprowadzenia przez ustawodawcę dozwolonego użytku w ogóle, jak i omawianych licencji dla prasy – w szczególności. Uzasadnienie to nie będzie jednak pełne, gdyż w kolejnych miejscach pracy, zwłaszcza przy analizie prawno-porównawczej, będą wzbogacane o kolejne elementy. Umiejscowienie tych wstępnych jednak założeń w rozbudowanym wprowadzeniu, pozwoli czytelnikowi na łatwiejsze zrozumienie omawianej problematyki.
Nie wdając się w tym miejscu w szczegóły, chciałbym zaznaczyć, że część odnosząca się do uzasadnienia porównywała będzie kilka założeń i przesłanek, występujących w różnych miejscach i w różnych okresach czasu. Postaram się odnieść do pierwotnych kryteriów wprowadzanych uregulowań, tj.: jak najszerszy dostęp obywateli do rozporządzeń władcy (władzy), najszerszy dostęp do informacji (ogólnie), najlepszy dostęp do informacji w regionach rozwijających się lub w sytuacjach krytycznych, anglosaski utylitaryzm, najnowsze badania związane z ekonomiczną analizą prawa i inne.
3. Obce systemy prawne. Cała część druga pracy odnosić się będzie do uregulowań prawnych innych niż prawo polskie. Warto może wyjaśnić dlaczego zostały wybrane te, a nie inne systemy prawne. Po pierwsze – prawo francuskie. Wybór tego właśnie systemu spowodowany jest w głównej mierze faktem, że to przede wszystkim Francja była inicjatorem uregulowania problematyki przedruku prasowego na gruncie międzynarodowym[ix]. W swoim czasie posiadała ona najbardziej liczną i rozwiniętą prasę, więc ciekawe będzie ukazanie zmian tam dokonujących się, wraz z rozwojem rynku medialnego (w ramach którego także i dziś ma znaczącą pozycję). Dodatkowo warto dodać, że Francja uważana jest za kraj, w którym istnieje tradycyjnie najsilniejsza ochrona praw autorskich[x], dlatego szczególnie ciekawa może okazać się próba konfrontacji ustawodawstwa i orzecznictwa francuskiego (jako przedstawiciela kontynentalnej Europy) z bardziej liberalnym nastawieniem nauki prawa amerykańskiego.
Z kolei prawo anglosaskie, choć co do zasady bardzo odmienne od systemu kontynentalnego, daje zawsze bardzo ciekawy punkt odniesienia, a niekiedy i swoiste „świeże” spojrzenie na pewne aspekty, co do których w Europie jest już ugruntowane, odmienne stanowisko. Prawo anglosaskie będzie zaprezentowane przede wszystkim przez pryzmat prawa amerykańskiego, ale znajdą się także spore fragmenty odnoszące się do prawa Wielkiej Brytanii, jak i po części innych krajów (m.in. Australii).
Można tutaj nadmienić, że rozważania prawno porównawcze, zwłaszcza odnoszące się do prawa anglosaskiego pozwolą na szersze spojrzenie na prawo przedruku i inne licencje ustawowe w prawie polskim, wykraczające poza art. 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994r[xi]. Przykładowo bowiem np. w prawie brytyjskim, prócz analogicznego do polskiego – w tym miejscu ogólnie nazwanego – prawa przedruku z art. 25 ww. ustawy (repoerting current events[xii]), wspomina się też o czymś co możemy odnieść do rodzimego prawa cytatu (criticism or review clause[xiii]), jak i o innych jeszcze wyłączeniach (np. resarch or private study clause[xiv]), które możemy poszukiwać w naszej ustawie.
Osobnym, acz istotnym zagadnieniem będzie też moim zdaniem odwołanie się do badań nad związkiem między wolnością słowa a prawem autorskim. To zagadnienie w głównej mierze związane będzie z prawem cytatu, ale – jak być może się okaże – wpłynie też znacząco na inne wyłączenia. Co istotne, rozważania te nie ograniczą się do prawa anglosaskiego, czy francuskiego, ale także odniosły się będą do innych krajów, a nawet prawa Unii Europejskiej (np. odnośnie sprawy France 2 v. France[xv]).
4. Prawo polskie. Część rozważań odnosząca się do prawa polskiego będzie stanowiła najistotniejszy i zapewne najobszerniejszy fragment pracy. Artykuł 25 obecnej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wprowadza wiele sformułowań, które zasadniczo różnią się od dotychczas stosowanych (w poprzednich ustawach), jak i od rozwiązań przyjętych w innych państwach. Szczegółowe, kazuistyczne wymienienie przypadków, w których możliwe jest wykorzystanie dzieł chronionych w działalności prasowej nie pomaga bowiem wcale w interpretacji brzmienia przepisu.
Z tej przyczyny, rozdział poświecony polskiemu ustawodawstwu, rozbity zostanie na mniejsze części, które traktowały będą o poszczególnych przypadkach zwolnień. Odrębne analizy będą, w zamierzeniu, pozwalały na lepsze rozumienie i stosowanie rozwiązań wprowadzonych przez ustawodawcę. A drobiazgowym rozważaniom musi być tutaj poddane wszystko: od terminologii po aksjologię.
W tym miejscu można wskazać, że przede wszystkim wyjaśnione musi być samo tło wykorzystania licencji ustawowych, a więc wytłumaczyć będzie trzeba, co to właściwie jest prasa, radio, telewizja, a zwłaszcza czy odnosić się to może do Internetu, i jeśli tak – to w jakim zakresie i w jakich sytuacjach (czy tylko do „prasy w internecie”, czy każdej publikacji internetowej, etc.). Zagadnienia związane w Internetem są szczególnie interesujące we współczesnym świecie, tym bardziej, że pojawiają się sprawy, które mogą wywoływać wrażenie, że prawa przedruku/ prawa cytatu (innej licencji) nie można tutaj zastosować[xvi].
Kazuistyczność polskich rozwiązań, zdaniem niektórych komentatorów, może rodzić też problem niezgodności z prawem międzynarodowym, zwłaszcza z konwencją berneńską[xvii]. Zgodnie bowiem z art. 7 polskiej ustawy, w przypadku wyższego poziomu ochrony, wynikającego umowy międzynarodowej, określone podmioty mogą powoływać się na tę umowę. Na tej podstawie uznaje się, że pewne wyjątki, określone wyraźnie np. w ww. konwencji, nie mogą podlegać rozszerzającej interpretacji[xviii]. Celem mojej pracy będzie weryfikacja tego poglądu, zwłaszcza w zakresie, w którym moje rozważania będą dotykały (także) wspomnianej zależności, między wolnością słowa a prawem autorskim.
Prócz próby określenia i wyjaśnienia poszczególnych zapisów, które – przynajmniej w części – dokonane zostaną po raz pierwszy, nieuniknione będzie także odwoływanie się do wcześniejszych prób, w tym zwłaszcza wspominanego kilkukrotnie B. Michalskiego. Odwołania te jednak nie zawsze będą oczywiście stanowiły powtórzenie. Wcześniej zostało już zaznaczone, że stanowisko B. Michalskiego będzie z mojej strony także przedmiotem krytyki, niezależnie od tego, że taka krytyka, odnośnie niektórych twierdzeń tegoż autora była już dokonywana[xix] (np. choćby odnośnie samego pojęcia „aktualności”, używanego również na gruncie poprzedniej ustawy z 1952 roku[xx]).
Spis treści
Część pierwsza
Wprowadzenie
Rozdział I
Rys historyczny
1. Pierwsze próby regulacji prawa przedruku
2. Rozwiązania krajowe wybranych państw
3. Umowy bilateralne
4. Umowy międzynarodowe (multilateralne)
5. Prawo amerykańskie
6. Prawo polskie
Rozdział II
Prawo przedruku i licencje ustawowe, jako ograniczenie autorskich praw majątkowych
1. Ograniczenia praw autorskich jako takie
2. Charakter wyłączeń w postaci prawa przedruku i licencji ustawowych
3. Uzasadnienie (społeczne, ekonomiczne, inne) dla ograniczeń praw autorskich w omawianym zakresie.
4. Ocena założeń celowościowych
Część druga
Prawo przedruku i inne licencje ustawowe w wybranych systematach prawnych
Rozdział III
System prawa anglosaskiego
1. Uwagi ogólne
2. Ewolucja poglądów
3. Współczesne poglądy (ustawodawstwo, orzecznictwo, doktryna)
4. Podsumowanie, wnioski
Rozdział II
System prawa francuskiego
1. Uwagi ogólne
2. Ewolucja poglądów
3. Współczesne poglądy (ustawodawstwo, orzecznictwo, doktryna)
4. Podsumowanie, wnioski
Rozdział III
Umowy międzynarodowe (w tym Unia Europejska)
1. Uwagi ogólne
2. Ewolucja poglądów
3. Współczesne poglądy (ustawodawstwo, orzecznictwo, doktryna)
4. Podsumowanie, wnioski
Cześć trzecia
Prawo przedruku i inne licencje ustawowe w prawie polskim
Rozdział I
Ewolucja uregulowań
1. Uwagi ogólne
2. Okres międzywojenny (ustawa o prawie autorskim z 1926 roku)
3. Okres PRL’u (ustawa o prawie autorskim z 1952 roku)
4. Okres współczesny (ustawa o prawie autorskim z 1994 roku)
Rozdział II
Szczegółowa charakterystyka przepisów
1. Prasa, radio, telewizja a publiczne udostępnianie utworów w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym.
2. Rozpowszechnione: sprawozdania o aktualnych wydarzeniach, aktualne artykuły, aktualne wypowiedzi, fotografie reporterskie.
3. Krótkie wyciągi ze sprawozdań
4. Przeglądy publikacji
5. Mowy wygłoszone
6. Krótkie streszczenia
7. Prawo do wynagrodzenia
8. Tłumaczenie i oryginał
9. Prawo cytatu
10. Wypisy dla celów dydaktycznych
11. Inne przypadki dozwolonego użytku
Rozdział III
Zakończenie
1. Podsumowanie
2. Wnioski
3. Uwagi de lege ferenda
[i] G. Groeger, Prawo autorskie. Ustawa o prawie autorskiem z r. 1926 w brzmieniu jednolitego tekstu z 1933r. z objaśnieniami i dodaniem konwencji berneńskiej, Warszawa 1937[ii] Ustawa z dnia 29 marca 1926r. o prawie autorskiem (Dz.U.35.36.260 j.t.)
[iii] Por. przykładowo J. Marcinkowska, Dozwolony użytek w prawie autorskim. Podstawowe zagadnienia, Kraków 2004
[iv] Por. przykładowo A. Michalak, Dozwolony użytek baz danych, PPH 2004, s. 36
[v] Por. przykładowo G.J. Pacek, Dozwolony użytek znaków towarowych (prawo polskie na tle porównawczym), [w:] Zagadnienia prawa własności intelektualnej pod red. A. Matlaka, Kraków 2007, s. 179
[vi] B. Michalski, Przedruk prasowy w świetle prawa, Kraków 1972
[vii] G. Johnston, Copyright and Freedom od the Media: A Modest Proposal, EIPR 1996 nr 1, s. 6
[viii] B. Michalski, op. cit., ale także jegoż autorstwa m.in. Konwencja berneńska a kształtowanie się przepisów o przedruku prasowym w polskim prawie autorskim. Cz.1 1918-1939. Rocz. Hist. Czasopiśmiennictwa Polskiego 1971 nr 2 s. 157-169, czy też Dziennikarstwo a ograniczenia praw autorskich, Łódź 1998,
[ix] J. Błeszyśnki. Konwencja berneńska a polskie prawo autorskie, Warszawa 1979
[x] P.B. Hugenholtz: Copyright and Freedom of Expression in Europe, (w:) R.C. Dreyfuss, D. Leenheer Zimmerman, M. First: Expanding the Boundaries of Intellectual Property. Innovation Policy for the Knowledge Society, Oxford 2001, s. 357
[xi] Ustawa z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U.06.90.631 z późn. zm.).
[xii] J. Phillips, Fair Stealing and the Teddy Bears’ Picnic, ELR 1999, 10/3, s. 57
[xiii] L. Abramson, R. Munden, A powerful defence in copyright cases, Managing Intellectual Property 1998, nr 3, s. 46
[xiv] M. Sunclair, Fair is not always Fair: Media Monitors and Copyright, EIPR 1997 nr 4, s. 188
[xv] France 2 v. France, dokument Komisji Europejskiej app. no 30262/96, Eur. Comm’n H.R. (1997)
[xvi] Tak np. wynika z orzeczenia sądu w Brukseli z dnia 6 września 2006r., w którym sąd nakazał Google usunięcia z Google News (serwis operatora najpopularniejszej wyszukiwarki, ułatwiający odnalezienie najświeższych wiadomości) treści/cytatów pochodzących z francuskojęzycznych gazet – orzeczenie dostępne jest (w języku francuskim) m.in. na stronie internetowej http://images.chillingeffects.org:80/notices/5133.pdf
[xvii] Akt paryski Konwencji berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych sporządzony w Paryżu dnia 24 lipca 1971r. (Dz.U.90.82.474)
[xviii] E. Traple [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiweicz, E. Traple, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2003, s. 300
[xix] Zob. J. Błeszyński, M. Staszków, Prawo autorskie i wynalazcze, Warszawa 1983, s. 148
[xx] Ustawa z dnia 10 lipca 1952r. o prawie autorskim (Dz.U.52.34.234, z późn. zm.)
